Następne pożegnanie

będzie ci niebo i piekło będzie ci gorąc i mróz wiele razy będzie
ci wiatr i deszcz słońce i susza

świeca dopala się kopcąc to ponoć coś znaczy coś ważnego wiem
że przychodzisz się żegnać

miseczki są nadal pełne a rysy na nich jak po zębach i woda
nietknięta a wokół mokro od łez

trzy zdrowaśki dwa razy ojcze nasz i zrób coś dla mamy albo
siostry wyrzuć śmieci

przytulam się do krzyża jak liść zziębnięty kot owijam wokół
znicza oddechem podsycam

jeśli mnie znajdziesz smugę światła lub podmuch weź trzy zapałki
przytul przygarnij i pozwól znów

zamieszkać w trzeciej alei


31.10.2018


Na krawędzi nigdy

Zatrzymuje mnie deszcz migotanie kropel na krawędzi każdego
dnia przeglądam karty odbić brudne od obcasów traktorów
koturnów zmyślam dzień powszedni na wszelki wypadek gdyby
ktoś pytał co robiłam wczoraj

milczałam w innej tonacji

Nic nie mam do dodania nic
nie mam do odjęcia w sumie wszystkiego wychodzę na lekki plus ale
wtedy objawiasz się ty ze swoim traktatem na temat prehistorii i pre-
kognicji jarów wypełnionych ludźmi w ubraniach z lnu i zapachem
szałwii jeszcze tli się w miseczce ulepionej z gliny w pokoju
pełnym kotów jednego psa jednego człowieka

kobiety w rytmie bębna kołyszącej stopami ona uziemia

Nie pytaj mnie proszę o mnie nigdy
więcej

28.10.2018


Nikotynę wyssała z mlekiem matki

jest mi bliska ostrością z pogranicza skóry i sufitu kiedyś
do niej wrócę będziemy długo rozmawiały o dzieciństwie krótko
o dzieciach wypijemy cały zapas domowego wina teraz
w programie graficznym odejmuje sobie lata i nie ufa

nikomu o śmierci opowiada w kolorach fioletu i bieli rozmazuje
tusz na rzęsach i litery w zeszycie nie ważne jak bardzo
pokrzywione metaforycznie stają się jej litanią wprasza się
do gai po obietnicę dla bliskich w zamian odda być może

kilka nowych rys w kolorze wina czy krwi
tego nie wie   



17-23.10.2018