Noc

Jestem zamykam oczy zanikam w świetle nucąc
cichutko ptakiem i liściem na drzewie otwieram
białe pieczęcie



19.11.2018

/z ded. T./



Transformacja


Jest nas więcej rysujemy powietrze prostymi smugami od
sęków do kolan i z powrotem przez mgły pajęczyny linie
papilarne w zagięciu kartki

Kleks dwa trzy pięć
oddechów



07.11.2018



Następne pożegnanie

będzie ci niebo i piekło będzie ci gorąc i mróz wiele razy będzie
ci wiatr i deszcz słońce i susza

świeca dopala się kopcąc to ponoć coś znaczy coś ważnego wiem
że przychodzisz się żegnać

miseczki są nadal pełne a rysy na nich jak po zębach i woda
nietknięta a wokół mokro od łez

trzy zdrowaśki dwa razy ojcze nasz i zrób coś dla mamy albo
siostry wyrzuć śmieci

przytulam się do krzyża jak liść zziębnięty kot owijam wokół
znicza oddechem podsycam

jeśli mnie znajdziesz smugę światła lub podmuch weź trzy zapałki
przytul przygarnij i pozwól znów

zamieszkać w trzeciej alei


31.10.2018


Kiedyś byłam małą dziewczynką

a  ty mi powiedz kim jestem a ty  mi powiedz dokąd idę i nie krzycz
nie  krzycz mi na ucho zwłaszcza o korzeniach wrosłych w skórę o paznokciach
obryzganych do krwi i przełykanym katarze 

domykam chwil jak drzwi

28.10.2018

Na krawędzi nigdy

Zatrzymuje mnie deszcz migotanie kropel na krawędzi każdego
dnia przeglądam karty odbić brudne od obcasów traktorów
koturnów zmyślam dzień powszedni na wszelki wypadek gdyby
ktoś pytał co robiłam wczoraj

milczałam w innej tonacji

Nic nie mam do dodania nic
nie mam do odjęcia w sumie wszystkiego wychodzę na lekki plus ale
wtedy objawiasz się ty ze swoim traktatem na temat prehistorii i pre-
kognicji jarów wypełnionych ludźmi w ubraniach z lnu i zapachem
szałwii jeszcze tli się w miseczce ulepionej z gliny w pokoju
pełnym kotów jednego psa jednego człowieka

kobiety w rytmie bębna kołyszącej stopami ona uziemia

Nie pytaj mnie proszę o mnie nigdy
więcej

28.10.2018


Nikotynę wyssała z mlekiem matki

jest mi bliska ostrością z pogranicza skóry i sufitu kiedyś
do niej wrócę będziemy długo rozmawiały o dzieciństwie krótko
o dzieciach wypijemy cały zapas domowego wina teraz
w programie graficznym odejmuje sobie lata i nie ufa

nikomu o śmierci opowiada w kolorach fioletu i bieli rozmazuje
tusz na rzęsach i litery w zeszycie nie ważne jak bardzo
pokrzywione metaforycznie stają się jej litanią wprasza się
do gai po obietnicę dla bliskich w zamian odda być może

kilka nowych rys w kolorze wina czy krwi
tego nie wie   



17-23.10.2018


Wiersz na zakończenie lata

Drżą cienkie nici babiego lata minęło wczoraj z uśmiechem
zapytuję o sens składania papierowych stateczków wycinania
lampionów i tworzenia koszy z morskiej trawy albo nie

Nie mówmy o tym co skończone niech tylko biel chmur będzie
bielą a prześcieradła wszystkie wymieńmy na różowe niebieskie jakie
tylko chcesz jeśli chcesz możemy spać na gołych deskach albo nie

Nie idźmy spać tańczmy zorbę tuląc w objęciach strachy ich
kapelusze słomiane i szmaciane ręce pełne pestek pozostawionych
w podzięce przez szpaki wirujmy między skibami albo nie

Nie róbmy nic kochajmy się tylko nieprzytomnie jak myszy konie dzikie
koty jak anioły i ludzie do samych korzeni i wierzchołków upadajmy
wzlatujmy na skrzydłach papierowych samolotów albo nie


08.10.2018



Zaczekał


Niech mnie nie dotyka ludzka obojętność odtrutka
na ból głowy i egzystencjalny niech mnie bolą smutne
oczy dziecka i kształt fretki – tyle widoczne na zdjęciu i asfalcie zapalam

Znicze w prywatnym cmentarzysku kolekcji tego
co odeszło a dużo znacznie więcej niż jestem
w stanie pomieścić w wewnętrznym tobołku życia – śmierci

Się nie boję tata mówi że nic tam nie ma niby
mu wierzę ale wiem że będę przeszukiwała zaświaty
by go odnaleźć taka wersja prac syzyfowych ale przecież musi tam być

Coś więcej od pustki cokolwiek by to nie było zapach
chwili czekoladowo-kawowy muśnięcie gdy bierze
w dłonie kubek czy wilgoć na policzku podczas pożegnania

Na chwilę zaraz wrócę

Zaczekaj z tym całym umieraniem

30.09.2018


/Tacie/


Mathinna


Stoję w cieniu świata owinięta chustą południowego wiatru
światło zawija się w fałdach spódnicy w dłoniach mam sól w oczach
piasek nigdzie już nie pójdę

14.08.2018

/bardzo luźno inspirowane Pragnieniem Flanagana/


Na balu w Genui


Spaceruję brzegiem światów zachwianym skrajem drogi wzniecając
chmury pyłu unosząc wysoko stopy spódnicę tanecznym krokiem

Opowiem ci o kotach które walczą z wilkami wilkołakami cytatem
z niejednej książki i spod spiczastego kapelusza wyjmę nowe historie
coraz to nowsze nie kończąc się będą odbijały jasnosrebrne uśmiechy dobrych
wróżek i błękitnie złotawe tych drugich na bagnach szamanka voo doo wskrzesi
króla i w jego koronie zalśnią klejnoty

Jeden
jeden z nich pozostanie matowy
w nagłej ciszy w trzecim kroku kadryla zawieszonym między rąbkiem
tajemnicy a różdżką zabrzmi róg wszystko
cały wszechświat zbiorę do kieszeni garściami i ucieknę gubiąc
pantofle i rozbijając lustra


09.08.2018

/z inspiracji „Wyprawą czarownic”, Tarry’ego Pratchetta/



Tylko to

Jestem
staję się
w drobinkach piasku
w mandalach

Układam kręgi odśrodkowe w których światy zazębiają się mój
twój i nasi rodzice uśmiechają się nic nie wiem jestem
odpryskiem w historii kiedy twój tata niepewnie cumuje
przy kuchennym stole moja mama nadal marzy o tańcu
na wielkim balu jest przecież księżniczką

Ja
biorę ciebie taką jaka jesteś z tym co masz i jakie
to masz z twoim ojcem i matką szanuję matkę i ojca
w tobie
w sobie

Zabliźniam


07.08.2018


Głodne duchy

Głodne duchy są bezimienne mają eteryczne ciała czasem wypełnione
materią wtedy jasne włosy lub ciemne talizmany
na szyi nadgarstkach bądź kostkach i nie wiedzą
skąd przychodzą ani dokąd zmierzają myli im się świat zza wrót
pałacu z tym za trzecią  bramą i nie mogą najeść się do syta
resztkami z dworskiej kuchni w dzień duchów
palone są świece im krótszy knot tym mniej

Głodne duchy zwijają się z bólu i płaczą same pośród innych nie pomaga
kwilenie snucie się od drzwi do drzwi zaglądanie do okien
ciotki czy brata wypędzane bezdomne czasem z wyższego
kręgu wpadnie ktoś z rodziny by nakarmić ale w świecie
głodnych duchów panuje cierpienie

Nikt nie chce schodzić tam na dłużej a uzdrowić je może jedynie
miłość próbują kraść dopiero gdy zmęczone zwijają się w kłębek przy pierwszym
schodzie na kapciach pozostawionych przy łóżku lub
w kołysce łóżeczka mogą
umrzeć ponownie



24.07.2018


/z dedykacją nieznajomej i z inspiracji Miłością Peoni znów/



Ciągle cię zmyślam


Rysuję prostymi kreskami węglem i kredą na murze kruszących się wątpliwości czy
to możliwe tak niezwyczajnie motyle skrzydła rozpinać na szerokość rys
które zdają się być kładkami

Przebiegam po nich w tę i z powrotem radosny impuls tańczący na brzegu
pionowych smug deszczu i nieregularnych strug na policzkach jesteś
pierrotem a ja łzą i tylko cichy śmiech

Gdy białe wino rozlewa się po brzuchu szukasz smaku porzeczki


18.07.2018



Medytacja w pracowni fotograficznej


Po  prostu jestem przechodzę od cienia do cienia pomiędzy światłem odbitym
wielokrotnie i zwielokrotniałym dotkliwie

Przenikam w obrazy świadków opowieści bez słów bezgłośnej choć pełnej
krzyczenia zeskanowanego w rozmazane czerwono-czarne plamy odcień
zależy od urządzenia i koloru świecy jest

Nas tam wielu przechodzących między sztalugami klamrami linkami wreszcie
spomiędzy ram wyłaniamy obrazy zaczepiamy się o kanty i gwoździe zaostrzone
blaskiem leczymy później rany zakażone czernią schodzimy

W głębiny jaskiń ich chłód i mrok rozłupujemy w mapę skojarzeń marzeń nowe
jest jak kropla sącząca stalaktyt można tam jedynie liczyć oddechy między jednym
a drugim spustem migawki


14.07.2018


Gdybyś chciał mnie uratować



Wychodzę trzaskam drzwiami to przeciąg dotykam
skrawkiem firanki fotela na którym twój cień oddycha jakby
nigdy nic i wiosna lato jesień zima znów stokrotki spomiędzy
palców i liście na piersi figowe niżej

Zobacz kocham cię swoją miłością zombie gdyż po śmierci po
życiu w wiecznym obumieraniu jestem kolcami wyłącznie zobacz
patrz otwórz oczy rozerwij wyliż łzy i krew wyliż soki ciepło
zamknij między udami ustami jak wolisz motyle odfruwają

Nie  ma już nocy ani dnia

Nie ma

Cisza wyśpiewuje się w poduszki nie wiesz kim jest ale dotykasz
włoskowej struktury istnienia

Tylko tyle


09.07.2018


Bibułki


Zostaną bibułki
powtykane między strony kolorowych magazynów w cieple
rozlewającej się herbaty smaku cytryny i miodu
pozbawionego słodyczy myli nam się czas czasy
pozostają nieomylnie paskudne

Byliśmy już kimś innym nie wiemy jak
bardzo podobnymi do postaci ze zdjęć wycinków
z gazet fotografii w starych albumach przyniesionych nie bez lęku
ze strychu a nawet te bibułki szeleszczące nam między
palcami w swojej papierowej pamięci są jak głosy
starców przed których słowami przyszło nam uciekać ale

Nie da się przejść tej rzeki suchą stopą

Puszczamy tylko bibułkowe stateczki



07.07.2018


Spojrzenie

Uśmiecham wsteczny ruch Marsa powroty do przeszłości kiedy
spaceruję światłem księżyca w pełni
wodnik jest spragniony

Błądzi pomiędzy światami znajdując takie
rozwiązania o jakich nie śniło się pozostałym rozpryskuję wodę
z dzbana z misy czerpię z nieskończoności oceanicznego
światła nawlekając miłość na szpulkę i wiem że tego
nie pojmujesz może odrobinę grzeje cię to ciepło poza
tym wciąż w swojej jaskini hodujesz zwierzęta futerkowe

Tak bardzo nie chciałeś pozostać przywiązany w oswojeniu a teraz
popatrz miękkie łapy na klawiaturze wąsy
w kadrze ramy okiennej jakby ci było pusto więc może

Spójrz na mnie jak na kotkę?


30.06.2018



Dotykiem

Dotknij mnie delikatnym rysunkiem wokół nadgarstków tańcem
palców ich opuszkami czulszymi od słów pociesz mnie tak
jak pociesza się sierotę snem wiarą i całuj kołysz unieś ponad
solą łez i skóry falowaniem

Proszę dotknij mniej dotkliwie bezboleśnie cokolwiek się stanie ile
spazmów ile krzyku i jak bardzo będę się wyrywać samą
obecnością dotknij zatrzymaj

24.06.2018




Trzydzieści minut przed


Czy ktoś jeszcze drży oprócz mnie trzydzieści minut do północy everything is
alright everything is alright
  i jeszcze raz rzeczywiście śnię

Mów do mnie

W  festiwalu sztuk wszelakich są pejzaże wewnętrzne i performance
delikatnie rozpływające się w skokach na bandżi ponad aortą gdy pulsującym
dotknięciem domykasz spirale lęku ale nie zapomnienia
trwa zemsta

Przytulam
wszystkie moje  twoje wasze neurocykliczne neurolęki i niczego
nie trzeba dopisywać światłem i niczego
cieniem

Po prostu mnie przytul przygarnij z płotów rozbierz rusztowań ramiączek
z pieprzyków piegów nawet i tylko biel


22.06.2018


Uparła się

Otwieram pudełko pełne sznurków pierwszy
na niemożliwość boleśnie wrzynającą się
w nadgarstki drugi zawiązany wokół korali czerwieńszych
od wiśni i tylko płatki opadają migocząc a ona
kolejne haiku wkleja między księżyc a kamyki więc trzeci

Jest na kota wszystkie nasze koty na ich futerka pojedyncze
włosy i te na ręce do których tuliła się obecnością
najczulszą wiszącą na włosku wtedy i nieistniejącą

Teraz zawiązuję w sznurkach zamykam do pudełka chwile
gdy rozkładała skrzydła nadal wilgotne i znów

Trzepocze się jeszcze

21.06.2018